txt

1 na 1 z wirtualnym rozmówcą – czyli kac po wywiadzie


Mimo że dziennikarz ze mnie jak z koziej dupy trąba, to od ponad roku przyszło mi prowadzić wywiady. Stało się to jak zawsze przypadkiem. Signum temporis ;)

Nikt nigdy mnie nie uczył, co i jak powinno się dziać. Jedyne co usłyszałem, to żebym się wyluzował, i że jak coś nie pójdzie, to się najwyżej skasuje…  I pierdut, rzucono mnie na jakieś tam szerokie jeziorko (bo przecież nie wielkie wody).

Rozmowy rejestrowane są w stylu „vintage”, tak, jak to pamiętamy z PRL-owskiej telewizji. W kadrze jest prowadzący i rozmówca, a nie jakieś tam pytania z offu i żmudny montaż, by było dynamicznie i supereksta. Zero scenografii. Nagranie jest robione longiem, jedną kamerą, bez cięć, jakby szło na żywo. Bez poprawek, dogrywek, dubli.

Czasem zdarza się, że artyście to nie w smak, ktoś chciał znać tematy, inny tezy rozmowy, kilku żądało listy pytań przed nagraniem. Trochę to dziwne, bo jak przewidzieć, w którą stronę potoczy się nieskrępowana rozmowa, za które słowo uda się złapać interlokutora, co okaże się ciekawym wątkiem a co ślepym zaułkiem? No nie wiadomo, taki to urok tych rozmów. Wszystko wiemy dopiero wtedy, gdy kamera zostanie zatrzymana. Przywykłem do takiej sytuacji.

Dlatego kiedy przyszło mi ostatnio – w zastępstwie za „bardziej zajętego” kolegę z drukowanego dziennika – w trybie pilnym napisać kilka pytań do jednego z moich ulubionych artystów (swoją drogą to bardzo ciężko o wywiad z nim, choć kilku znajomym się udało), miałem mieszane uczucia. Ale szybko uległem, bo jak słyszy się „ratuj, plis, to tylko kilka pytań” to rzeczywistość wydaje się ultraprosta. C’nie?

Ale tak nie jest. Pisanie pytań „z góry” to jakaś cholerna mordęga. Jak zadać kolejne pytanie nie słysząc odpowiedzi na poprzednie? Skąd mam wiedzieć, jak rozmówca reaguje na mnie, na pytania, na sposób prowadzenia rozmowy? Czy się męczy odpowiadając… czy… czy… czy…? I jak zapis takiej „rozmowy” ma być w ogóle atrakcyjny? Ani to fajne, ani łatwe. Nie mówię, że wywiady „na żywo” czy „longiem” są łatwe, ale są na pewno fajne.

No dobra. W kilka minut napisałem kilka pytań. Szybko, szybko, szybko. Deadline. Dobra, poszło. Przygotowałem ze dwa pytania więcej niż było w zamówieniu, a niech se artysta wybierze, może na któreś nie będzie chciał odpowiadać. I czekam. Dzień, dwa, trzy, cztery… i przyszły odpowiedzi. Tak je teraz czytam (te odpowiedzi) i mam kaca. W jednym z pytań zapytałem się wprost o niechęć do dziennikarzy i udzielania wywiadów – oto co usłyszałem (tfu, przeczytałem):

(…)W 90% pytania się powtarzają i trudno być w tej kwestii jakimś oryginałem. Często te sytuacje są też związane z ordynarną reklamą i promocją. Czuję się wtedy jak handlarz na bazarze reklamujący swoje kartofle. Jakiego byś gówna nie nagrał musisz powtarzać, że to coś wyjątkowego i wspaniałego i nagranego w kapitalnej atmosferze. (…).

I trudno się z nie zgodzić z takim punktem widzenia. „Wywiad” w całości ma pójść w piątek. Nie wiem czy pójdzie, więc nie powiem gdzie i nie powiem z kim. A może domyślacie się, kto to mógł być?

Reklamy

13 thoughts on “1 na 1 z wirtualnym rozmówcą – czyli kac po wywiadzie

  1. Krzysztof Penderecki. Na stówę, bo trudno osiągalny, wszyscy zawsze mu kadzą i brzydzi się ordynarną promocją. I gra dwie sztuki w Stodole, na okoliczność których udziela wywiadów?;)))

  2. Moze Ostry? ;]

    A co do wywiadów Arturze, to wszystko zależy od rozmówcy. Miałem kilka wywiadów w takiej formie jak Ty teraz, kilka sam na sam z artystą (dla radia, wiec musiało być perfekcyjnie), ale najlepsze są te, które robisz dla cegieema (bo luźne, atrakcyjne i nigdy nie wiesz co będzie dalej). Ja sam jestem kilka godzin po wywiadzie, głowa mnie boli, na ręce mam namalowanego jakiegoś czerwonego penisa, a nagrania… cóż trzeba będzie je przyłożyć do głowy. I takie wywiady lubie ;)

    Pozdrawiam

  3. Kazimierz Staszewski,
    pewnie zgadałeś się (pozwolę sobie na luźniejszy zwrot p. Rawiczu) na dany termin i czas przed tym, jak robiłeś zdjęcia do Unplugged, mimo tego, że na afterparty w ochu Cie bodajże zabrakło :) (nie ma co żałować – bar wysechł szybko)
    a jawną niechęć do wywiadów, podobnie sformułowaną przedstawił ów rozmówca w Didełotece Dorosłego Człowieka jakieś pół roku temu, zarówno dziękując panu Szewczykowi za dzisiejszy stan rzeczy
    i niech mi palca utną jak się mylę!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s