txt

Kurczak z garmażerki i dziewczyna na kiblu – okładki wszech czasów – cz.3.


Trzeci przedruk trzeciej część:

Najważniejsze okładki polskich płyt? Natychmiast mam dwa skojarzenia. Dwie kultowe pozycje. Należy je prezentować chyba równolegle….

Pierwsza (tylko dlatego, że starsza) to okładka Breakout do płyty „Blues”. Autorem zdjęcia (i okładki) jest Marek Karewicz, autor imponującej ilości ponad 2 tysięcy okładek (kto wie, czy nie ma ich więcej na koncie więcej niż Anton Corbijn?). Na okładce „Bluesa” widać idącego Tadeusza Nalepę z synem Piotrem. Historia tego sławnego zdjęcia jest… banalna. Nalepa nie miał z kim zostawić w domu małego Piotrusia i zabrał go na umówioną sesję z Karewiczem, a ten… wykorzystał moment. Zdjęcia odbywały się na Wisłą w Warszawie.

Druga z tych ważnych, to okładka zaprojektowana przez znanego rysownika i satyryka Edwarda Lutczyna – tak, chodzi o płytę „UNU” Perfectu. Swoją drogą, cenzor musiał być na potężnym kacu, że przepuścił w samym środku stanu wojennego taki tytuł (większość, jeśli nie wszystkie numery rejestracyjne wojskowych pojazdów zaczynały się od liter: UNU).

Tak czy siak i logotyp Prefectu i okładka ich drugiej płyty przeszły już dla klasyki „polskiej grafiki muzycznej”.

Jak jesteśmy przy latach stanu wojennego, to równie klasyczną okładką pochwalić się może Oddział Zamknięty. Prosty i sugestywny znak graficzny jaki pojawił się na ich debiucie z 1983 roku to przykład wzorcowego logotypu. Klasa sama w sobie.

Do historii przeszła również okładka Acid Drinkers „Infernal Connections”. Kurczak, prosto z garmażerii, przyodziany w koszulkę Venom. Parodystyczny cios wymierzony we wszystkie te „prawdziwe” metalowe okładki prawdziwych metalowych bandów z prawdziwej Skandynawii środka prawdziwych lat dziewięćdziesiątych. Swoją drogą, płyta też klasyczna.

Ważną, choć może nie kultową jest okładka pierwszej płyty Homo Twist (heh, młody Maleńczuk w jednym ze swoich lepszych artystycznie okresów). Okładka obrazoburcza, itd. Ale to co najważniejsze kryje się w środku. W poligrafii. Sprawdźcie, jak wyglądają ilustracje do poszczególnych utworów. Dla mnie bomba.

Swój styl, za sprawą stałej współpracy z Vahanem Bego wypracowały Strachy Na Lachy. Spójna, zwarta koncepcja „okładania” poszczególnych płyt pracami Bego to strzał w dyszkę. Niezależnie, czy ceni się, to co w środku czy nie – okładek nie sposób przecenić.

Okładki płyt hip-hopowych zazwyczaj rażą swoją banalnością i przewidywalnością. Są jednak wyjątki. Takim chlubnym przykładem jest „Kilka numerów o czymś” Małpy. Mimo iż krążek pierwotnie ukazał się w drugim obiegu to od razu zwrócił na siebie uwagę. Również okładką. A jaką płytę trzyma w łapach okładkowa małpa? ;)

Zawsze potężnymi okładkami dysponowała Armia. Od „Legendy” aż po dziś. Sprawcą wszystkich jest Tomek Budzyński (zresztą okładki jego solowych płyt też są zawsze klimatyczne). Na wyróżnienie zasługuje grafika zdobiąca „Der Prozess”. I jak tu poprosić o autograf na okładce?

Kilka zaskakujących opakowań ma też Hey. Zdjęcie (i cały koncept graficzny) płyty „Music Music” zasługuje na uznanie. Podobnie jak pomysł i wykonanie okładki do „Miłość Uwaga Ratunku Pomocy”. Akronim tytułu zapisany (wycięty) alfabetem Morse’a. Tylko tyle i aż tyle.

Charakterystyczne okładki, po których właściwie można rozpoznać czyja to płyta ma Andrzej Smolik. Proste, surowe obrazy zapadają w pamięć. Zaskakują. Tak jest nie tylko z poniższą okładką z 2001 roku.

Odwagą i dowcipem wykazał się w 1997 roku T.Love. Zespół – legenda podziemia minionej wówczas dekady nagle wyskakuje z jakimiś rajtuzami na okładce. Fakt, że świetnie ilustrują to, co „pod okładką”. No ale… dziś okładka już może się nieco opatrzyła, ale przy okazji zyskała status kultowej.

Zupełnie w innym klimacie jest okładka słynnego albumu Maanamu „Nocny Patrol”. Autorem fotografii widniejącej na froncie jest słynny, utytułowany polski fotograf Tadeusz Rolke. Płyta równocześnie ukazała się na rynkach zachodnich – co w „demoludach” było wówczas rzadkością.

Ale nie tylko „historyczne” okładki zasługują na wyróżnienie. Rzućcie okiem na pierwszą płytę Julii Marcell „It Might Like You” (o ile się nie mylę wydaną za pieniądze fanów). Świetny zabieg. Dziś nie ma pewności, czy za 10-20 lat ktoś napisze, że to jedna z lepszych polskich okładek, ale ja zaryzykuję i wymienię ją wśród tych najważniejszych i najciekawszych.

Jeśli nie Julia Marcell to na bank okładka ostatniej płyty Brodki stanie się tą kultową. Ostro pracuje na to sama Monika, konsekwentne budując swój wizerunek i dbając o każdy wizualny szczegół swoich koncertów… które są poniekąd przedłużeniem okładki. Monice pogratulować należy nie tylko sukcesu płyty, ale i jej okładki. Front wszyscy dziś kojarzą – to rzućcie okiem, co dzieje się z tyłu….

****

Okładki to temat rzeka. Każdy ma swoich faworytów. Dla każdego znaczą coś innego. W końcu jest wielu takich, dla których nie mają one żadnego znaczenia. W tym miejscu warto wspomnieć o młodym śląskim wydawnictwie Falami założonym i prowadzonym przez Marcina Babko. Dorobku wielkiego jeszcze nie ma, ale… płytę Mirka Rzepy opakowali w filc a składanka „Sealsia” wydali… w 3D. I bardzo, bardzo ładnie to wygląda!

****

Mamy też na krajowym rynku wiele „potworków” okładkowych. Oto jeden z nich, z 2006 roku. Klęska.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s