koncert / txt

Sting w Kongresowej… (pokaż mi, jak uprawiać jogę, pls).


Rzadko zdarza mi się wspomnieć o koncercie, który właściwie dopiero zobaczę. Tak jest właśnie z wczorajszo-dzisiejszym występem Stinga, w kameralnej (jak na jego kaliber) Salce Kongresowej na 2880 osób.

Wczoraj obejrzałem przez obiektyw dwa pierwsze numery, sfotografowałem sobie set-listę, narobiłem sobie smaku i z premedytacją wyszedłem… dziś, zupełnie bez żadnych obowiązków obejrzę cały koncert.

Bo Sting to Sing. Bo za młodu bardzo (i wybiórczo) lubiłem The Police. Bo pierwsze jego solowe dokonania robiły na mnie spore wrażenie, choć zawsze muzycznie tkwiłem w nieco innych światach. „The Dream Of The Blue Turtles” i „…Nothing Like The Sun” były pierwszymi „około jazzowymi” płytami z którymi się zetknąłem. I, nie dość, że z jakimś trzyletnim poślizgiem, to jeszcze w odwrotnej, do chronologicznej, kolejności. Ale takie to były czasy.

Pamiętam, że jak już poznałem „…Nothing Like The Sun”, która jawiła mi się wówczas jako płyta nieco „elitarna” jak na mój progresywno punk-rockowy wówczas gust, to marzyłem, by mieć to wydawnictwo na „kompakcie”. Marzenie o tyle nie realne, że równocześnie marzyłem o samym odtwarzaczu, który w 1990 roku był koszmarnie drogi i poza zasięgiem kompletnie. „Oryginalną” kasetę piracką firmy Tackt mam jakimś cudem do dziś. Potem „stingowe” marzenia ewoluowały z biegiem lat… Kiedy już człowiek obrósł w tłuszcz i inne dobra, których posiadanie dla dzisiejszych nastolatków jest oczywiste jak „manie” lodówki w domu, chciałem zobaczyć go wreszcie na żywo, a najlepiej to sfotografować… a zawsze taka sposobność omijała mnie.

I znów, z biegiem czasu, niezrealizowana chęć zobaczenia na żywo gościa, o którego CD marzyłem będąc małym srajtkiem, puchła i rosła sobie po ciuchu, wraz z uznaniem dla jego twórczości, choć nigdy nie byłem „die hard” fanem.

W tydzień po 37. urodzinach sfotografowałem sobie typa (choć warunki do pracy raczej trudne były), a dziś pójdę z żoną na kameralny koncert. Za cenę, za którą możnaby kupić niezły odtwarzacz lub gramofon, zasiądę wygodnie w niewygodnych fotelach kongresówki i sprawdzę, czy dzisiejsza setlista zgadzać się będzie z wczorajszą. I jakie teraz „stingowe” marzenie mam mieć? Żeby pokazał mi jak uprawiać jogę? Tak samo nierealne jak 25 lat temu płyta CD i odtwarzacz.

Acha, fotki z wczorajszego koncertu na Onet.pl i na CGM.pl. A tu fajne relacje Zbyszka dla WP.pl i Pawła dla Onetu.

Advertisements

2 thoughts on “Sting w Kongresowej… (pokaż mi, jak uprawiać jogę, pls).

  1. Też lubię Policjantów, choć wybiórczo, i takoż samo Stinga (wybiórczo). Nowsze numery już do mnie nie trafiają. No i Kongresowa na rockowy przecież koncert? Siedzieć na koncercie?? No nie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s