txt

MC Fryderyk


07fryderyki_025-2Tekst powstał do pierwszego numeru miesięcznika Rynek Muzyczny i tam został opublikowany. 

Kiedy w kwietniu bieżącego roku na uroczystej gali wręczenia Fryderyków – czy jak chcą organizatorzy, najbardziej prestiżowej nagrody muzycznej w Polsce – dziwiliśmy się wszyscy, jak to możliwe, że taki gatunek, jak hip-hop nie ma swojej kategorii a wrzucany jest do jednego worka z r’n’b i reggae, nie mogłem się spodziewać, że odpowiedź na rzucone z rozbawieniem w rozmowie z Hirkiem Wroną pytanie, co sądzi o kategorii „Hip-hop/r’n’b/reagge” zmrozi część tego środowiska. I zainspiruje.

Hirek Wrona, chyba jedyny dziennikarz muzyczny ze „starej gwardii” (przepraszam Hirku, ale wiesz, co mam namyśli) nigdy nie krył się ze swoją sympatią do rapu. Co więcej, jako jedyny w hip-hopowej kulturze cieszyć się może szacunkiem i uznaniem, przede wszystkim za promowanie tego gatunku i edukowanie.

I to właśnie ten niezmordowany Hirek mówi mi, że pomysł na połączenie kliku kategorii, to jego pomysł. Dlaczego? Bo przychodzi tak mało zgłoszeń, zwłaszcza z hip-hopowych kręgów, że najzwyczajniej w świecie nie ma z czego wybierać!

Kilka dni temu, przy okazji zapowiedzianych zmian i rewolucji we fryderykowych kategoriach wybuchła ożywiona dyskusja czy polski hip-hop potrzebuje Fryderyków? A może ta tak krytykowana przez hip-hopowców nagroda potrzebuje świeżej krwi?

Nowe oblicze Fryderyków 2013 to przede wszystkim skromna lista kategorii. Zwłaszcza w muzyce rozrywkowej zredukowanie sporego wykazu do kilku pozycji uczynić ma już z samej nominacji wielkie wydarzenie i sukces. Zdaniem pomysłodawców słowem-kluczem jest „prestiż”. Im mniej statuetek, tym są one cenniejsze. Nie sposób zauważyć, że im mniej wręczanych statuetek, tym sprytniej i fajniej można to pokazać w TV. To też ważny argument. Nic tak nie usypiało, jak uważne śledzenie przebiegu Gali przed telewizorem… Zapowiedzi, prezentacje, wyjścia, wręczenia, podziękowania, uściski, zejścia ze sceny poprzetykane występami… trzeba było mieć wiele samozaparcia, by wiedzieć kto, komu i za co wręcza obernastą statuetkę.

Czy zatem mogłem spodziewać się lepszej informacji niż ta, o redukcji kategorii i podniesienia rangi samej nominacji? Pewnie nie. Pomyślałem sobie też, kurde, ale to będzie heca, jak wśród nominowanych do płyty roku znajdzie się coś ciężkiego, coś subtelnego a szlachetnego. Do tego coś offowego (w końcu sukcesu R.U.T.A. nie da się nie zauważyć) i powiedzmy coś od braci hip-hopowej. To byłoby odbicie olisowej rzeczywistości.

Co tydzień ZPAV publikuje zestawienia, z których wynika, że ten, kto ignoruje hip-hop, ignoruje wielki kawał muzycznego tortu, ignoruje rzesze słuchaczy sięgających po portfele w sklepach muzycznych, w klubach przed koncertami i dodatkowo hojnie zaopatrujących się w ciuchy sygnowane przez swoich ulubieńców, idoli. I że to będzie koniec ostracyzmu hip-hopu w mainstrimowych mediach. Że czas, sztucznie dmuchanych pop-giwazdek gromadzących tłumy jedynie na darmowych koncertach z okazji dnia jakiejś gminy czy miasta mija bezpowrotnie. No dobra, trochę się zapędziłem. Ale wiecie o co chodzi.

I tu nagle Wojtek Sokół wylewa na mnie kolejny kubeł zimnej wody (pierwszym była odpowiedź Hirka). Otóż, jego zdaniem, redukcja kategorii, w których przyznawane są Fryderyki to redukcja gatunków, w ramach których można było jeszcze o coś powalczyć, jeśli za głośno nie deklarowało się obrzydzenia. Niedobitki rockowej sceny miały swoją kategorię, alternatywa swój „podstolik”. Gdzieś tam plątali się hip-hopowcy, miłośnicy reggae, piosenki poetyckiej. Teraz żaden z nich nie będzie miał szansy w zderzeniu ze współczesną machiną produkującą gwiazdy, hity i przeboje lata dla kilku jednakowo sformatowanych WpiszNazwęFM.

Co gorsza, jeszcze większym złem (z punktu widzenia hip-hopowego wydawcy) nie jest to, że wielu z nich odpuściło już sobie nawet zgłaszanie płyt i nie ma na co głosować; że największym problemem nie jest to, że wielu spośród tych, co mieli szansę wejść, dzięki nominacjom do tzw. Akademii nie uczyniło tego… a to, kto i jak głosuje. Jeśli głosuje. Że spośród tych ponad tysiąca osób niemalże nikt nie ma pojęcia o hip-hopie. Nikt nie wie, co tam, tak na serio się dzieje, o co chodzi. Dla większości hip-hop kończy się na braciach W., no i może jeszcze na Peji, Tede, Eldo. I kropka. Czy ktokolwiek z grona akademików może z ręką na sercu przyznać, że choćby z ciekawości, śledząc OLiS zastanowił się na fenomenem współczesnych polskich raperów i zadał sobie trud i odsłuchał ich ostatnie produkcje? Pewnie nie.

Przy okazji tej dyskusji o hip-hopie i Fryderykach powróciła idea węższej nagrody, przyznawanej przez samych hip-hopowców, którzy już dawno doczekali się swoich gwiazd (klasyków;) ), dziennikarzy (nie tylko Hirek), wydawców, znawców i miłośników. Dojrzeli, usamodzielnili się i zbudowali własne zaplecze biznesowe, które przy odrobinie dobrej woli jest w stanie przygotować taką, której nikt nie będzie się wstydził. Warto też zauważyć, że rodzimy hh, to w tej chwili jedyny tak silnie i oddolnie „zorganizowany” nurt, poza głównym strumieniem, który ma szansę samodzielnie zbudować swoją Akademię i przyznać swoje nagrody, bez oglądania się na media ogólnopolskie. Komu jeszcze może się to udać? Punkom? Wolne żarty.

Inną, bardzo ciekawą kwestią, którą w całej okazałości obnażyła dyskusja o nagrodach wśród hip-hopowców jest wiedza o mechanizmach przyznawania Fryderyków, czy raczej jej kompletny brak. Nie tylko wśród młodych słuchaczy. Również wśród znacznej części artystów, wydawców, promotorów. A to, to już nie tylko efekt ignorancji tych, którzy nie wiedzieli, kto i jak zgłasza fonogram, kto i jak nominuje, a kto i na co głosuje… to przede wszystkim efekt indolencji organizatorów Fryderyków, którym nie udało się dotrzeć z tą prostą wiedzą do mas słuchaczy. W ten sposób mogły i mogą tworzyć się przeróżne legendy i teorie na temat laureatów, zielonych stolików, układów i układzików.

Hip-hop poradzi sobie bez Fryderyków. Jest w stanie przygotować własny system nagradzania i nobilitowania swoich twórców (w tym producentów, dj-ów, autorów klipów…), ale jaki los czeka Fryderyki, jeśli wśród nominowanych, w pierwszej po reformie edycji znajdą się same miałkie gwiazdki z „nijakiego” środka?

Reklamy

One thought on “MC Fryderyk

  1. może świeża krew po obejrzeniu „jestem bogiem” złapie nie tylko mikrofon ale i haczyk by kiedyś odebrać statuetkę jak PFK.
    wpisznazwę.fm, to dopiero uśmiech! :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s