koncert / txt

Paul McCartney w Warszawie


macca blog

Tekst powstał dla CGM.pl, a zdjęcia dla Onet.pl. Znajdziecie je pod tym linkiem.

Koncert sir McCartneya w Warszawie, to obok dwóch koncertów Rogera Watersa chyba najważniejsze wydarzenie muzyczne ostatnich lat w Polsce. Z Watersa będziemy mieli jeszcze powtórkę w tym roku, a show ma być nieco zmodyfikowane i poprawione. Do Stonesów Polska miała więcej farta i od 1967 roku odwiedzili nas kilkukrotnie. Beatlesi nigdy. Był Ringo Starr i najlepsze tribute / cover bandy. Ale to kompletnie nie to.

Wczorajszy występ ex-Beatlesa wskoczył mi gdzieś do pierwszej dychy najlepszych koncertów jakie dane mi było zobaczyć (palmę pierwszeństwa ma jednak Waters). Wysoka pozycja w notowaniu to zasługa tego, co działo się na koncercie, a nie „rzadkości zjawiska” u nas. Gdyby nie problemy z dźwiękiem to może była by i pierwsza trójka.

Nie jestem malkontentem i nie czepiam się, żeby sobie ulżyć i pocisnąć komuś. Po prostu Stadion Narodowy to nie jest wdzięczny obiekt dla muzyków i tyle. O ile dźwięki niskie docierały do sektora G33 w miarę poprawie (czasem tylko wracały niepotrzebnym echem), o tyle wysokie dźwięki bardzo często zbijały się w jeden bolesny świst, gwizd czy szelest… Z żalem przyznaję, że lepiej słyszałem, gdy wychodziłem zapalić. Jak było na płycie, nie wiem, byłem tam bardzo krótko, a moja uwaga pochłonięta była czym innym :)

McCartney zaczął zgodnie z planem, od „Eight Days A Week” i przez blisko trzy godziny sięgnął po większość najważniejszych hitów przede wszystkim Beatlesów. Publika, niezależnie od wieku, żywiołowo reagowała na „All My Loving”, „All Together Now” czy „Ob-La-Di, Ob-La-Da”. Dla mnie najmocniejszymi momentami koncertu były chyba „Let It Be”, fantastycznie rockowy (i chyba lekko niedoceniany) „Helter Skelter”, „Day Tripper”. Akcja fanów podczas „Hey Jude” z góry wyglądała fantastycznie… ale zupełnym knockoutem dla mnie był numer poprzedzający „Hey Jude”… wingsowski „Live And Let Die”. Zagrany tak, jakby McCartney zawarł pakt z diabłem i czas go omijał (zresztą cały koncert był taki), jednak to „Live And Let Die” było małym, spektakularnym finałem, z niesamowitą oprawą multimedialną i zsynchronizowaną pirotechniką (na szczęście daleką od szopki proponowanej przez Rammstein). No a w finale obowiązkowe i wzruszające „Yesterday”.

Wracając do oprawy wizualnej i całej produkcji koncertu, to zaznaczyć należy, że mieliśmy do czynienia z absolutnym, światowym topem. Gigantyczny ekran za muzykami ani na chwilę nie przestawał dopełniać muzyki ilustracjami i wizualizacjami, które jednak w żaden sposób nie konkurowały z dokonaniami McCartneya i pozostałych artystów na scenie. Muzyka była najważniejsza, co nie znaczy, że nie mogła być pięknie opakowana.

Sam mistrz ceremonii, choć kilka dni temu obchodził 71 urodziny tryskał energią i humorem. Wyraźnie rozluźniony i zrelaksowany utrzymywał świetny kontakt z publicznością, rozkosznie gaworzył po polsku korzystając z przygotowanych uprzednio ściągawek i sporo opowiadał o każdym numerze. Przyglądając się całemu programowi koncertu (blisko 40 utworów, z czego 3/4 to beatlesowskie klasyki) można było odnieść wrażenie, że bierzemy udział w jakimś pożegnalnym misterium. Usłyszeliśmy wiele, czasem w ogóle nie granych na koncertach piosenek, a warszawski koncert był jednym z trzech jakie McCartney miał zaplanowane w Europie w ramach trasy „Out There”. Jednak to tylko wrażanie, bo Macca ani myśli o zwijaniu bandery. Żółta łódź podwodna płynie dalej, McCartney wciąż angażuje się w liczne projekty muzyczne i poza muzyczne (Sound City, obrona Pussy Riot).

Lista koncertowych marzeń zrobiła się krótsza.

P.S.: jeszcze słowo o fotografowaniu. Dane nam było pracować przez dwa pierwsze utwory, staliśmy za publicznością na płycie, przed mixerem.

Reklamy

4 thoughts on “Paul McCartney w Warszawie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s