festiwal / txt

Woodstock – najpierw idea, potem muzyka


PW_13_Artur_Rawicz_ludzie-46Wbrew tytułowi, zacznę od muzyki. Nie dlatego, że Jurek Owsiak we krwi ma utyskiwanie na  brak zainteresowania festiwalem ze strony dziennikarzy muzycznych, co do końca prawdą nie jest, ale dlatego, że działo się sporo. Już w czwartek, zaraz po oficjalnym otwarciu imprezy na Dużej Scenie pojawił się Kamil Bednarek. Na Przystanku zawsze było miejsce dla reggae, nie zabrakło go i w tym roku (świetny koncert dali m.in. panowie z SOJA czy Third World). Również pierwszego dnia solidnej masakry dokonali Atari Teenage Riot i Enter Shikari. Pierwsi wystąpili przed Big Cycem, a drudzy po. A nasi rodzimi, weseli punkowy obchodzi swój jubileusz przekrojowym, naszpikowanym hitami setem. Ludzie pod sceną szaleli ile wlezie, wspierani przez chłodzące ich wozy strażackie. Tu nic się nie zmienia. Im później, tym ludzi pod sceną więcej i ważniejsze na niej koncerty.

Po Enter Shikari scena należała już do jednego z ważniejszych headlinerów festiwalu, amerykanów z Ugly Kid Joe. I tego koncertu nieco się bałem, bo zespół formalnie dość długo nie istniał, muzycy odnaleźli się w innych projektach i dopiero dwa lata temu „brzydale” powrócili w najmocniejszym składzie. A w Kostrzynie zagrali tak, jakby nigdy z muzycznego Olimpu nie zeszli a czas omijał ich szerokim łukiem…  Kolejnego koncertu bałem się jeszcze bardziej. Dobra, przyznam się – nie wierzyłem, że może się udać, a co dopiero być jednym z muzycznych knockoutów tej edycji Przystanku. Mowa o specjalnym projekcie Goorala z Zespołem Pieśni i Tańca „Mazowsze”. Ludzie zwariowali, dziewczęta i chłopcy z Mazowsza (w strojach ludowych) szybko się wyluzowali ale do końca zawodowo i widowiskowo panowali nad tym, co dzieje się na potężnej scenie. Gooral zaś jak w amoku podkręcał wszystko swoją szaloną elektroniką. Po takim show wydawało się, że odbierający Złotego Bączka Happysad są skazani na pożarcie… ale kolesie, którzy chcą się całować, a nie bić, zebrali największą chyba tego dnia publikę i trudno powiedzieć, kto kogo bardziej nakręcał. Publika zespół, czy odwrotnie.

W kolejnych dniach było nie gorzej. Na pierwszy ogień szły kapele wyłonione w eliminacjach zorganizowanych przy pomocy Fabryki Zespołów. Zaczął Chassis (jak mówi o nich Marecki – „siła i duma Pomorza”), dalej stojący u progu międzynarodowej (założycie się?) kariery Białorusini z The Toobes i Jammm Chyba Ściebie / Łowcy Band. The Toobes dali świetne show, ale wiem (bo widziałem nie raz), że stać ich na więcej. Kabaretowi Łowcy słowo „show” odmienili przez inne przypadki udowadniając m.in., że zagrać można nawet odpadach AGD. Jak już jesteśmy przy zespołach wyłonionych w eliminacjach, to ostatniego dnia Dużą Scenę otwierała Ametria – aktualni mistrzowie Polski w łączeniu melodii z ciężkim łojeniem, Clock Machine i kolejni mistrzowie Polski – tym razem w kategorii najbardziej żywiołowego koncertowania – Kabanos (za swój zeszłoroczny koncert na Małej Scenie odebrali właśnie zasłużonego Złotego Bączka).

Skoro przy mniejszych scenach jesteśmy, to na Scenie Folkowej i w Pokojowej Wiosce Kriszny też sporo się działo. Wszystkiego zobaczyć nie mogłem, ale takie tuzy jak The Analogs. Alians czy Moskwa spokojnie mogłyby grać na Dużej Scenie. Gromadzili na swoich koncertach rzesze fanów, choć rekord należy chyba do… Artura Andrusa. Już wam się kręci od tych różnych gatunków muzycznych? Spokojnie, karuzela dopiero się rozpędza!

Takie koncerty, jak ten Emira Kosturicy z The No Smoking Orchestra, Leningradu czy Kirila Dżajkovskiego były jak kolejka górska ze strefy gastronomicznej aż do samego Grzybka (błotko). Esencja radości z muzykowania i kliniczny przykład szczęścia pod sceną.

Rewelacyjny koncert zafundował nam też Anthrax. W prime time’ie drugiego dnia skopali wszystkim tyłki, jak przystało na 1/4 Wielkiej Czwórki. Ich też obserwowałem z bliska i widziałem u nich klasyczny opad szczęki. Mimo gigantycznego doświadczenia i wielu lat koncertowania widać było, że to co wyprawia się pod sceną kompletnie ich przerasta (i nie chodzi mi tu o odbywający się w trakcie ich występu Fire Show).

Esencją woodstockowych koncertów są tzw. projekty specjalne. W tym roku uczty były wie. Jedna dla punków, druga dla metali. Ale właściwie z tych szwedzkich stołów suto najedli się wszyscy. Farben Lehre wraz z gośćmi przygotowali świetny „Punk Rock Project” i skakali z jednego punkowego kamienia milowego na drugi. Podobnie, choć na metalową nutkę, wyglądał projekt przygotowany przez Huntera, czyli „Metal Project”. Koncert wyraźnie podzielony na dwie części – światowe klasyki i the best of Hunter można uznać za kolejną próbę muzycznej definicji Przystanku Woodstock.

Dlaczego tak napisałem? A no dlatego, że Woodstock słynie już z fenomenalnych projektów specjalnych. Z koncertów przekrojowych, prezentujących klasykę wszelkiej maści nurtów rocka. I wydaje mi się, że takie wydarzenia, jak koncert w hołdzie Ciechowskiemu i Republice, jak Ewelina Flinta fantastycznie interpretująca rockowe evergreeny czy właśnie tegoroczne projekty specjalne, to jest to, na co ludzie na Przystanku czekają najbardziej. Bo, paradoksalnie, woodstockowicze pytani po co tu przyjeżdżają zgodnie odpowiadają: dla klimatu, dla atmosfery, dla ludzi. A dopiero potem dla muzyki. I jakkolwiek ważnym jest, by takie koncerty jak Marii Peszek, czy wspomnianego wcześniej Anthraxu miały miejsce na Woodstocku, bo to ważne wydarzenia artystyczne, to jednak ważniejsze rzeczy dokonują się między przystankowymi scenami.

I nie mam tu na myśli fenomenalnej reakcji publiczności na ASP po wybryku jednego idioty, a to, co od lat widzi się na całym terenie festiwalu. To, jak zmieniamy się wjeżdżając na teren festiwalu i to, jak odmienieni z niego wracamy. I nawet jeśli nie chce nam się uczestniczyć w żadnym z pierdyliarda przeróżnych warsztatów przygotowanych dla festiwalowiczów, i nawet jeśli nie zajrzymy do żadnego z namiotów NGO, i nie pójdziemy poszaleć w błocie… i nawet jeśli absolutnie wszystko będziemy mieli w dupie, bo interesuje nas tylko wlewanie w siebie piwa w ilościach przemysłowych, to i tak wrażenie muszą na nas zrobić jakieś magiczne relacje wytwarzające się między woodstockowiczami. Bo nagle tu, w tym pyle i błocie okazuje się, że wszyscy jesteśmy fajni, że nie ma lepszych i gorszych, że dzielimy się tylko na tych, którym się chce i tych, którym nie. Że słowo „inny” ma całkowicie zmienione znaczenie, a słowo „obcy” nie istnieje. I tacy właśnie woodstockowicze, chłonący wszystko to, co dzieje się na ASP, wszystko to co lane jest w strefie piwnej i wszyscy ci, którzy korzystają z terapii „free hugs” to najlepsi adresaci specjalnych projektów muzycznych. Bez nich nie miałby one sensu, podobnie jak cały Woodstock. A może odwrotnie? Co za różnica… XX edycja Przystanku Woodstock już za niecały rok ;)

Advertisements

19 thoughts on “Woodstock – najpierw idea, potem muzyka

  1. Nie ujęłabym tego lepiej. Wszystko co napisałeś o tegorocznym przystanku Woodstock jest prawdą, chociaz można było zobaczyć też jego złe strony, ale na szczęście przykryły je te dobre ,)

  2. A propos magicznych relacji między woodstockowiczami, to jest to coś naprawdę fajnego i niespotykanego w naszym, aż sparafrazuję klasyka, smutnym jak pizda społeczeństwie. Pamiętam jedną sytuację gdy zagapiony gdzieś wlazłem bezczebelnie na innego uczestnika festiwalu. Gdyby to miało miejsce gdzieś indziej w Polsce, to najpewniej doszłoby do mordobicia, a tak z uśmiechem na ryjach strzeliliśmy sobie niedźwiadka i udaliśmy się w swoje strony :D

    • @MAK: esencja pokojowego nastawienia na Woodzie. Kolejnym dowodem relacje przy kranach – nie masz ręcznika, mydła, szamponu? W każdym innym miejscu po prośbie o małe wsparcie usłyszysz ” A co to ja, drogeria ?”. Na Przystanku – „Jasne, częstuj się stary”

      • To trochę mitologizowanie. Praktycznie wszędzie, gdzie spotykają się duże grupy o podobnym celu i zainteresowaniach są takie przyjazne sceny. Na pielgrzymkach masz to samo, albo jeszcze więcej miłości. W różnych wspólnotach, stowarzyszeniach itp. Cel i zabawa ludzi jednoczy.

      • (odnośnie mitologizowania)Tak pisze, ktoś kto nie nigdy był na przystanku :) „Praktycznie wszędzie” za to generalizowanie i w moim mniemaniu poważne nadużycie :) Byłem na Woodstock-u, Openerze, Off-ie, u Ryśka i muszę z całą powagą tych słów obalić Twoją tezę Krzysztofie. Wood to niepowtarzalny klimat i chociaż zdarzają się odstępstwa od tamtejszej normy (na co dzień niesamowitości) to większość z obecnych tam emanuje wprost pozytywną energią i nosi hasła festiwalu w sercu, a nie na koszulkach

      • No to wybacz Jakubie ale mylisz się, bo na Woodzie byłem i nie bazuje na relacjach z drugiej ręki :) Na opener przyjeżdżają zupełnie inni ludzie, nic ich poza muzyka nie łączy. Nawet i muzyka pewnie nie koniecznie. Wood ma jakiś tam pod skórą ukryty cel, dlatego porównanie do klimatów pielgrzymkowych, wspólnotowych, zlotów, miejsc gdzie są ludzie których rzeczywiście łączy coś więcej niż koncertowy spęd. To nie jest klimat zarezerwowany tylko dla wooda, uwierz mi są jeszcze ludzie poza tą imprezą :) Serdecznie pozdrawiam.

  3. Zgodzę się z tobą w każdym calu, pomijając wszelkie aspekty i atrakcje Festiwalu to właśnie relacje między ludźmi są tu niezwykłe i fenomenalne. Chciało by się tak w codziennym życiu…
    Co do idioty – w każdej edycji na jakiej byłem /a byłem na siedmiu/ taki „oświecony prawdą” się trafiał, niemniej pierwszy raz widziałem by posunął się tak daleko. Wstyd za takich, ale i duma z reszty na tę ich reakcję.

    • Idiota idiotą. Ale jakby np. w 1984 r. w Jarocinie pojawił się np. jakiś gościu z telewizji na scenie, który słynie z chwalenia rządu, np. Pan Urban – w tamtym czasie, to publiczność by go zjadła żywcem. I do dziś ci co go by pożarli chwaliliby się że zwalczyli system „żywcem”. A Tobie wstyd że jeden się znalazł który nie trawi polityki w muzyce. Dziwaki jesteście. Programowani tak długo że nie widzicie zgrzytu.

      • Popieram Cię w całej rozciągłości. Co to za buntownicy którzy przychodzą na festiwal obejrzeć prorządowe szkło kontaktowe (na marnym poziomie swoją drogą), albo pośpiewać Jakubowi Wojewódzkiemu który się politycznie chyba sprzedać nie mógł w swoim programie(programach). Z roku na rok jest coraz gorzej i jeszcze więcej ideologii, polityki zaczyna ordynarnie wkraczać na sceny.
        I o co chodziło w ogóle z tym przepraszamy? Reakcja mentalnych niewolników, przepraszają za coś czego nie zrobili do tego całą grupą. Zachowanie typowo socjalistyczne.

  4. Poryczalam sie! Pieknie napisane! Kocham Was wszystkich, ktorzy w jakikolwiek sposob przyczyniaja sie do stworzenia coraz to lepszego Przystanku Woodstock!
    Jeszcze sie pochwale: od ubieglego roku przez 3 lata obchodze rocznice na przystanku- mianowicie: w zeszlym roku byl to moj 10-ty festiwal, w tym roku byl 10-ty PW w Kostrzynie, a w przysszlym roku obchodzic bedziemy 20-lecie Woodstocku! Oj sie bedzie dzialo! Do zobaczenia kochani :*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s