txt

Antypodsumowanie 2013 (subiektywnie)


Rzeczy, które nie powinny mieć miejsca.

Klasyczna sytuacja, pisałem już o tym kilkukrotnie. Zresztą nie tylko ja. W związku z kompletnym brakiem aktywności działów marketingu i promocji wszelakich wytwórni muzycznych, promotorów koncertowych, managerów i samych muzyków w okresie od (pi razy drzwi) 15 grudnia do 15 stycznia, w dniach tych rządzić będą podsumowania. U nas też tak będzie. Poza tymi klasycznymi podsumowaniami (nie wiadomo jeszcze, czy się zdecydujemy), mamy jeszcze kilka mniej oczywistych pomysłów. Na pewno coś trzeba będzie zrobić. Bo nuda.

Przygotować podsumowanie nie zawsze jest łatwo. Może o tym innym razem, bo temat wart eksploatacji. Przygotowanie anty-podsumowania, które sobie dziś wymyśliłem, jest o wiele prostsze. Należy przypomnieć sobie wszystkie te wydarzenia związane z rynkiem muzycznym, które nie powinny mieć miejsca. No, chyba że ktoś jest kabareciarzem i szuka inspiracji. Jedyny problem, to gradacja. Ale spróbujmy. Oto moje anty-podsumowanie, czyli lista rzeczy i zjawisk, które nie powinny mieć miejsca w 2013 roku, a jednak miały:

1. PiKej (ex aequo)

Sytuacja tyle śmieszna, co żenująca. Co trzeba mieć w głowie, by publicznie konfabulować o współpracy z Dr. Dre czy Timabalandem, wykłócać się z siostrą, itd, itp… Jednak pierwsza pozycja w Anty-podsumowaniu przypada za… brak skromności i umiaru w nazywaniu siebie samego gwiazdą. Gwiazdą polskiego hip-hopu.

1. Ursynalia (ex aequo)

Z „największego studenckiego festiwalu muzycznego w Europie” zrobić największą wtopę, to trzeba mieć talent. A zapowiadało się tak pięknie. ZZ Top, Steve Aoki, Bad Religion, Five Finger Death Punch i Anti Tank Nun odwołali swoje koncerty na Ursynaliach w atmosferze skandalu. Brak komunikacji z coraz bardziej rozwścieczonymi fanami, wprowadzanie nowych kategorii cenowych karnetów i biletów „za pięć dwunasta” i wreszcie… nie wywiązanie się z umów zawartych z artystami, produkcją, techniką (wielu ludzi do dziś czeka na swoje pieniądze)… W tle kościelna fundacja Bonum.

3. Gitarzystka z DDTVN…

…czyli Angelika Fajcht w brawurowym, playbackowym wykonaniu „hitu” Patty. Wysoką lokatę przyznaję nie za „kunszt” sceniczny czy artystyczny. Najgorsze było to, co Patty i Fajcht wyprawiały po eksplozji. Otóż uparcie twierdziły, że to taka konwencja, że to taki żart, że to zamierzone było i w ogóle. I cieszyły się z każdej, nawet najbardziej je kompromitującej wzmianki w mediach. Otóż, śmiem twierdzić, że nie był to żart. Na długo przed niesławnym popisem w „śniadaniówce” rozsyłano zupełnie na poważnie informacje prasowe o nowym singlu Patty i gościnnym w nim udziale Fajcht. Do dziś można je znaleźć w sieci.

4. Wiśniewski

Świetna alegoria przaśności polskiego biznesu muzycznego. Nie ważne, co się sprzedaje (próbuje sprzedać), gumę do żucia, rolety okienne czy muzykę. Ważne, by promować i komunikować to dobrze. W tym przypadku coś poszło nie tak. O ile sygnały o dorastaniu i zmianie wizerunku przez Michała Wiśniewskiego można było jeszcze potraktować jako zapowiedź czegoś pozytywnego, to już rozsyłanie po mediach fotorelacji z planu klipu w Paryżu upstrzonych znakami wodnymi zapowiadało klęskę. Kropla kawy przelała czarę goryczy ;)

5. Beyonce

Występ Beyonce podczas Super Bowl miał być absolutnym hitem. Jednak stało się coś, co mogło przydarzyć się każdej gwieździe (i przydarzało się wielokrotnie – np.: Madonna). Po tygodniu nikt nie pamiętałby zdjęć z tego występu, gdyby nie przesadzona reakcja samej zainteresowanej. Na zdjęciu, zwłaszcza koncertowym, każdy może wyjść niekorzystnie. Czy takie zdjęcie ujrzy światło dzienne, zależy od klasy fotografa i jego poczucia smaku. Przeciętny paparazzi nie będzie miał problemu z puszczeniem w obieg kompromitujących zdjęć, przez co „cierpią” fotografowie koncertowi, niejednokrotnie wrzucani do jednego worka z paparazzi. Jednak tu winna jest sama Beyonce, która zamiast zignorować temat, nakazała usunięcie z sieci serii niekorzystnych ujęć… Woda na młyn dla internetowych hejterów. Zatem wojna! Zakaz fotografowania Beyonce w ogóle! No najgorzej ;)

6. Eska Rock

W chwilę po urodzinowej imprezie Eski Rock jej właściciel (sławne ZPRy) podjął decyzję, a właściwie ogłosił, bo ewidentnie zapadła ona wcześniej, o zwinięciu rozgłośni do rangi lokalnego radia z możliwością słuchania w necie. Powody tej decyzji są jasne. ER było za drogie w utrzymaniu i za mało zarabiało. Fani rozgłośni podnieśli larum, muzycy solidaryzowali się z sympatycznymi prezenterami, którzy z dnia na dzień wylecieli z roboty. Miejsce Eski Rock w miastach, w których była ona dostępna, zajęła inna rozgłośnia z portfela ZPRów – VOX.fm. Tak oto zniknęła z ogólnopolskiej mapy rozgłośnia „jakaś” ustępując miejsca rozgłośni „jak inne”. Pomimo tego, że zdarzało się usłyszeć w ER jakiś „agro-rock”, a niektórzy wykonawcy byli ostentacyjnie ignorowani, to jednak wielka szkoda.

7. Fugazi Festival

To mogło być jedno z ważniejszych wydarzeń muzycznych w Polsce mijającego roku. Multigatunkowy, wielopokoleniowy, interdyscyplinarny, 20-dniowy festiwal w stolicy. Rock, rap, metal, reggae. Młode szczawie i powroty legend. Pomysł tyle świetny, co szalony. W ostatniej chwili upadł po czołowym zderzeniu z rzeczywistością. Wielka szkoda. Nie ma co szukać winnych, trzeba trzymać kciuki za wyciągniecie wniosków i być może pierwszą edycję w nadchodzącym, 2014 roku.

8. Miley Cyrus na VMA

Smutno mi i przykro, że takie rzeczy w ogóle pojawiają się. I nawet nie chodzi mi o wartość muzyczną (tu każdy sam sobie najlepiej odpowie na pytanie), a o to, że etos pracy, talentu, wirtuozerstwa czy genialności kompozycji jest już niczym dla mainstreamowych mediów w porównaniu cycem, dupą czy symulowaniem kopulowania na scenie. Wiecznie wywalony język Cyrus to już symbol czegoś innego niż język Jaggera.

9. Bilety

A właściwie ich ceny. Zwłaszcza te duże, największe sztuki potrafią u nas kosztować horrendalnie drogo. Znacznie więcej niż u naszych sąsiadów. Skąd się to bierze? Nie wiem. Podobnie bywa czasem z biletami do klubów. Innym ciekawym zjawiskiem jest mnożenie wszelakich kategorii biletów. Te wszystkie goldensikrle, ertlynetrasy, superwiajpi… to zaczyna być już komiczne. Kiedyś prawdziwy, oddany fan przyjeżdżał na koncert na tyle wcześnie, by zająć sobie kolejkę i w nagrodę znaleźć się w pierwszym rzędzie. Teraz ten fan musi iść do lepszej pracy albo mieć dzianych rodziców.

10. Rihanna po Open’erze

Widziałem w tym roku wiele koncertów i byłem na sporej liczbie festiwali (jeszcze więcej koncertów). Szczęśliwie występy w playbacku czy półplaybacku raczej mnie omijały. Szczęśliwie oglądałem na scenach raczej prawdziwych muzyków grających dla prawdziwych fanów (lub właśnie ich zdobywających). Wśród tych koncertów był jeden dziwaczny. To „piąty dzień Open’era”, czyli występ Rihanny na lotnisku w Babich Dołach. A może nie występ, a pokaz. Bajeczna, bizantyjska scenografia. Tłumy pod sceną (w lwiej części chyba inne osoby niż w poprzednich czterech dniach). I ona. R. Każąca czekać na siebie długo za długo, odhaczająca kolejny pokaz choreograficzny w trasie. Ja rozumiem, że show to show (vide Roger Waters), ale gdzie tu koncert – czyli popis i pokaz możliwości i umiejętności na żywo, przed publicznością? Jakieś kompletne pomieszanie koncertu z dyskoteką. Celują w tym gwiazdy i gwiazdki pop.

Notując sobie wstępnie nominacje od anty-podsumowania zapisałem takie jeszcze hasła: Weekend, Lady Gaga, Joanna Moro, Dawid Kwiatkowski i Soundgarden w Auschwitz. Uznajmy to za listę rezerwową ;)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s